czwartek, 25 lutego 2016

Osaczona.

Inaczej tego ująć nie można. Czuję się osaczona. Mieszkając z kimś w jednym domu, niezależnie od tego, jakie panują w nim warunki, nie można żyć w pełni swobodnie. W każdej sekundzie mam w głowie myśl, czy moja teściowa właśnie nie wpadła na pomysł, żeby mnie odwiedzić, pod byle pretekstem. Chcąc, czy nie chcąc mam wrażenie, że idzie zrobić kontrolę, spojrzeć mi na ręce, czy mamy posprzątane, ugotowane itd. Czasem nawet nie zdążę ściągnąć butów, odłożyć toreb z zakupami, a co dopiero włączyć wody na herbatę... Przychodzi, gdy jestem sama, zanim mój mąż wróci z pracy. Zazwyczaj wtedy sprzątam / zmywam / robię obiad - codziennie świeży. A ona z "nudów", z byle powodu przychodzi. Jak tylko słyszę kroki po schodach, dostaję palpitacji serca, a odruch spoglądania na drzwi wejściowe, stał się już mimowolny. Były dni, że potrafiła przychodzić codziennie, kilka razy w przeciągu godziny, która dzieli mój powrót do domu od powrotu męża. Pytania typu: "o zajęta jesteś?", "co gotujesz na obiad?", "dlaczego tak to robisz?", "gdzie idziesz? / gdzie byłaś?", "jadłaś śniadanie?", "skąd to masz?", "po co Ci to?" - stały się nie do wytrzymania. Nigdy nie przychodzi, gdy jesteśmy razem. Co nie zmienia faktu, że praktycznie codziennie mama/tata ma jakąś sprawę do syna i wychodzą mu na przeciw, jak tylko wróci z pracy. Ukrywają się za firanką, jak wracamy z pracy, z zakupów, jak przyjeżdżają do Nas goście, jak jesteśmy z psem na dworze... pytam, po co? Bardzo rzadko są dni, kiedy nikt "niepowołany" nie zawita na górę - to są bardzo niespotykane dni.

Aktualnie przegrałam walkę z zapalaniem tchawicy i krtani, zostałam uziemiona w domu na L4. Pierwszy raz od 1,5 roku. Broniłam się rękami i nogami, ale się nie udało. Dziś dopiero 4 dzień, a gdzie tam poniedziałek. Wizyty są 3/4 razy dziennie. Ich jedyne wytłumaczenie, że się "martwi"? a dokładniej sprawdza, czy żyję. Dosłownie, puka, przekracza próg i pyta, czy żyję... Wchodzi dalej, siada i siedzi... Najgorsze jest to, że robi, to wtedy kiedy, ona chce, nie wtedy, kiedy ja mam ochotę na odwiedziny.

Jak żyć?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz